
Osiem metrów papieru na ścianie, pudełko pomarańczowych karteczek i dziesięć osób, które pierwszy raz od dwóch lat rozmawiają ze sobą o tym samym procesie w tym samym pokoju. Tak wygląda dobry event storming. Po trzech godzinach na ścianie wisi coś, czego nie dałby Ci żaden dokument: wspólny obraz tego, jak biznes NAPRAWDĘ działa, razem z dziurami, sporami i miejscami, w których nikt nie wie, co się dzieje.
Pokażę Ci, jak taki warsztat przygotować, poprowadzić i co zrobić z wynikiem, żeby nie skończył jako ładne zdjęcie ściany w prezentacji.
Czym jest event storming i skąd się wziął
Event storming wymyślił Alberto Brandolini, konsultant ze świata Domain-Driven Design. Miał prosty problem: klasyczne sesje modelowania domeny trwały tygodniami, a wiedza i tak była rozsypana po głowach różnych ludzi. Więc zamiast diagramów UML wziął rolkę papieru, karteczki samoprzylepne i wpuścił do jednego pokoju wszystkich naraz: biznes, deweloperów, ekspertów domenowych.
Zasada jest jedna: modelujemy proces przez zdarzenia domenowe, czyli rzeczy, które już się wydarzyły, zapisane w czasie przeszłym. "Zamówienie złożone". "Płatność odrzucona". "Umowa rozwiązana". Nie "składanie zamówienia" (to proces), nie "złóż zamówienie" (to akcja), tylko fakt dokonany.
Dlaczego to działa? Bo o faktach nie da się kłócić w nieskończoność. Każdy w firmie wie, czy "faktura została wystawiona" to coś, co się u nich dzieje. Nie każdy umie czytać BPMN, nie każdy rozumie diagram klas, ale karteczkę z czasownikiem w czasie przeszłym rozumie księgowa, magazynier i architekt.
I nie daj się zwieść otoczce DDD. Nie musisz projektować mikroserwisów, żeby event storming był dla Ciebie użyteczny. Jako analityk dostajesz technikę odkrywania wymagań (w BABOK-owej nomenklaturze: elicytacji przez warsztat), która w kilka godzin wyciąga z ludzi to, na co wywiady jeden na jeden potrzebowałyby tygodni.
Trzy poziomy warsztatu: big picture, process level, design level
Zanim zaprosisz kogokolwiek, zdecyduj, PO CO robisz warsztat. Event storming ma trzy poziomy szczegółowości i pomylenie ich to najczęstszy powód rozczarowania.
Big picture
Cel: zobaczyć całość biznesu albo dużego obszaru z lotu ptaka. Zapraszasz szeroko (nawet 15-20 osób), pracujecie głównie zdarzeniami, szczegóły celowo odpuszczasz. Idealny start projektu, due diligence procesów przed wdrożeniem systemu, onboarding zespołu w nową domenę.
Process level
Cel: rozpracować jeden konkretny proces od początku do końca. Tu wchodzą już komendy, aktorzy, systemy zewnętrzne, polityki. Grupa mniejsza (5-10 osób), za to dobrana chirurgicznie. To poziom, na którym analityk biznesowy spędzi najwięcej czasu, bo wynik przekłada się prosto na wymagania.
Design level
Cel: zaprojektować rozwiązanie, zwykle z zespołem deweloperskim. Pojawiają się agregaty, modele odczytu, granice kontekstów. Jeśli nie pracujesz blisko architektury, ten poziom zostaw zespołowi technicznemu, ale wiedz, że istnieje: Twoja ściana z process level jest dla nich wejściem.
Praktyczna zasada: pierwszy warsztat w organizacji rób jako big picture albo process level. Design level bez dwóch pierwszych to budowanie domu od dachu.
Przygotowanie: kogo zaprosić, ile czasu zarezerwować, ściana czy Miro
Trzy decyzje, które przesądzają o wyniku, zanim ktokolwiek przyklei pierwszą karteczkę.
Kogo zaprosić. Potrzebujesz ludzi, którzy ZNAJĄ proces z pierwszej ręki, nie ich przełożonych, którzy "mniej więcej wiedzą". Na proces reklamacji zaproś osobę z infolinii, magazyniera, kogoś z księgowości i product ownera. Sprawdzian: jeśli na sali nikt nie potrafi odpowiedzieć "a co się dzieje, gdy klient odeśle uszkodzony towar bez paragonu", masz złą listę gości. Dobrze mieć też jedną osobę techniczną, która zna systemy pod spodem.
Ile czasu. Big picture: minimum pół dnia, lepiej cały. Process level: 3-4 godziny na jeden proces. Wszystko poniżej dwóch godzin to nie warsztat, tylko demo warsztatu. I zaplanuj przerwy, bo stanie przy ścianie męczy bardziej niż siedzenie na spotkaniu.
Ściana czy Miro. Na żywo: rolka papieru do plotera (albo brown paper), przyklejona na wysokości wzroku, minimum 5-6 metrów. Krzesła wynieś albo odstaw pod ścianę, serio. Siedzący uczestnik to bierny uczestnik i Brandolini nie bez powodu każe zabierać krzesła. Zdalnie: Miro, Mural albo FigJam z przygotowanym szablonem kolorów i legendą. Zdalny event storming działa, ale traci energię grupy, więc jeśli masz wybór, wybierz salę. Hybryda (część ludzi w sali, część zdalnie) to najgorsza opcja, unikaj.
Do tego lista zakupów na wersję stacjonarną: karteczki w co najmniej 5 kolorach (dużo pomarańczowych, naprawdę dużo), czarne flamastry dla KAŻDEGO uczestnika (długopisów nie widać z dwóch metrów), taśma malarska.
Przebieg krok po kroku: zdarzenia, komendy, aktorzy, systemy, hotspoty
Kolory karteczek to umowa, nie dogmat, ale trzymaj się konwencji Brandoliniego, bo materiały i ludzie po innych warsztatach będą jej oczekiwać:
| Kolor | Element | Przykład |
|---|---|---|
| pomarańczowy | zdarzenie domenowe (czas przeszły) | "Wniosek zaakceptowany" |
| niebieski | komenda (kto czegoś chce) | "Zaakceptuj wniosek" |
| mały żółty | aktor / rola | "Opiekun klienta" |
| różowy | system zewnętrzny | "Bramka płatności" |
| czerwony / ciemnoróżowy | hotspot: problem, spór, niewiadoma | "Nikt nie wie, kto to zatwierdza" |
| liliowy | polityka / reguła ("zawsze gdy...") | "Zawsze gdy płatność odrzucona, wyślij ponaglenie" |
A teraz sam przebieg, sprawdzony na process level:
Krok 1: rozgrzewka zdarzeniami (30-45 min). Rozdaj wszystkim pomarańczowe karteczki i flamastry. Instrukcja: "zapiszcie wszystko, co się dzieje w tym procesie, w czasie przeszłym, jedna rzecz na karteczkę, i przyklejcie na ścianę tam, gdzie Wam pasuje chronologicznie". Bez kolejki, bez proszenia o głos, wszyscy naraz. Będzie chaos. Ma być chaos, to jest ten "storming" w nazwie.
Krok 2: porządkowanie osi czasu (30-45 min). Teraz grupa wspólnie układa zdarzenia od lewej do prawej. Duplikaty sklejasz jeden na drugim (to sygnał, że coś jest ważne, skoro trzy osoby to napisały). Tu zaczynają się pierwsze spory: "przecież najpierw jest weryfikacja, a potem wycena", "u nas w oddziale odwrotnie". Nie rozstrzygaj. Klej czerwoną karteczkę.
Krok 3: hotspoty (cały czas). Czerwona karteczka to Twój najlepszy przyjaciel jako analityka. Każdy spór, każde "to zależy", każde "musielibyśmy zapytać Kasię" dostaje hotspot i jedziecie dalej. Warsztat, na którym nie powstał ani jeden hotspot, to warsztat, na którym ludzie nie mówili prawdy.
Krok 4: komendy i aktorzy (45-60 min). Przed wybrane zdarzenia doklejacie niebieskie komendy ("Złóż reklamację" przed "Reklamacja złożona") i małe żółte karteczki z rolami. Pytanie, które zadajesz w kółko: "kto albo co powoduje to zdarzenie?". Czasem odpowiedzią jest człowiek, czasem upływ czasu ("minęło 14 dni"), czasem inna reguła i wtedy wchodzi liliowa polityka.
Krok 5: systemy zewnętrzne (20-30 min). Różowe karteczki tam, gdzie proces dotyka systemów: CRM, bramka płatności, system kurierski. Nagle widać, że jeden proces biznesowy przechodzi przez sześć systemów i trzy działy. To zwykle moment, w którym sponsor projektu robi zdjęcie ściany.
Krok 6: przejście po całości (20-30 min). Na koniec jedna osoba (najlepiej ekspert domenowy, nie Ty) opowiada proces od lewej do prawej. Grupa poprawia. Ty notujesz hotspoty, które wyszły przy opowiadaniu.
Twoja rola jako facylitatora: pilnujesz czasu przeszłego na pomarańczowych karteczkach, pilnujesz, żeby mówili wszyscy (a nie jeden dyrektor), i zamieniasz każdą kłótnię w hotspot. Nie modelujesz za grupę. Najtrudniejsze w tej robocie jest milczenie, kiedy ktoś klei karteczkę "źle".
Event storming a BPMN: kiedy które podejście
Częste pytanie na moich szkoleniach: "to po co mi BPMN, skoro mam event storming?". Odpowiedź: to narzędzia z różnych etapów pracy.
Event storming jest do odkrywania. Jest szybki i celowo niechlujny, za to wciąga w rozmowę ludzi, którzy na zwykłym spotkaniu milczą. Najlepszy, gdy wiedza jest rozproszona, a Ty dopiero budujesz obraz. Wynik jest jednak nieformalny: ściana karteczek nie ma bramek decyzyjnych, torów odpowiedzialności ani semantyki, którą zrozumie ktoś, kto nie był na warsztacie.
BPMN jest do dokumentowania i precyzji. Ma formalną notację, jednoznaczne bramki, pule i tory, więc nadaje się na dokumentację procesu, materiał dla audytu czy specyfikację automatyzacji. Za to fatalnie sprawdza się jako narzędzie warsztatowe z biznesem, bo połowa sali wypada z rozmowy przy pierwszej bramce równoległej.
W praktyce łączę oba: event storming na odkrycie i uzgodnienie przebiegu, potem BPMN na formalny zapis procesów, które tego wymagają. Jeśli notacja BPMN jest dla Ciebie nowa, zacznij od tekstu BPMN: co to jest i jak czytać diagramy, a na warsztat i tak bierz karteczki.
Co analityk robi z wynikiem: od ściany karteczek do wymagań i backlogu
Warsztat bez obróbki wyniku to drogi teambuilding. Plan na pierwsze 48 godzin po warsztacie:
- Zdjęcia od razu. Fotografujesz ścianę sekcjami, z zakładką, zanim sprzątaczka wykona rollback. Przy Miro masz z głowy.
- Digitalizacja przebiegu. Przepisujesz oś czasu do narzędzia, w którym pracujesz: Miro, Confluence, choćby tabela. Zachowaj kolory i kolejność.
- Hotspoty stają się backlogiem analizy. Każda czerwona karteczka to zadanie: pytanie do konkretnej osoby, decyzja do podjęcia, proces do doprecyzowania. To gotowa lista Twoich następnych kroków, z datami i właścicielami.
- Zdarzenia i komendy stają się wymaganiami. Para "komenda + zdarzenie + aktor" to niemal gotowa historyjka użytkownika: "Opiekun klienta akceptuje wniosek" daje "Jako opiekun klienta chcę zaakceptować wniosek, aby...". Polityki (liliowe) to reguły biznesowe do rejestru reguł. Systemy (różowe) to punkty integracji do analizy interfejsów.
- Granice na ścianie podpowiadają zakres. Miejsca, gdzie zmienia się język i aktorzy, to naturalne szwy procesu. Świetny materiał do cięcia zakresu na etapy albo epiki.
Umiejętność przeprowadzenia takiego warsztatu i przetworzenia wyniku na backlog to jedna z tych rzeczy, które realnie odróżniają analityka od "osoby spisującej notatki ze spotkań". Jeśli budujesz warsztat analityczny szerzej, zobacz, jakie kompetencje składają się na tę rolę na ścieżkach wejścia do analizy biznesowej.
Najczęstsze błędy pierwszego warsztatu + checklista facylitatora
Błędy, które widuję najczęściej (część zaliczyłem osobiście):
- Zdarzenia w czasie teraźniejszym albo jako procesy. "Weryfikacja klienta" to nie zdarzenie. Poprawiaj na "Klient zweryfikowany" od pierwszej karteczki, potem grupa pilnuje się sama.
- Facylitator modeluje za grupę. Bierzesz flamaster, "pomagasz" i po godzinie tylko Ty kleisz karteczki, a reszta ogląda. Twoje ręce mają być zajęte hotspotami, nie zdarzeniami.
- Sami menedżerowie na sali. Dostaniesz proces "jak powinno być", nie "jak jest". Różnica między nimi to zwykle najcenniejszy wynik warsztatu.
- Za mało ściany. Grupa dojeżdża do rogu sali w połowie procesu i zaczyna kleić ciasno. Papieru ma być absurdalnie dużo.
- Rozstrzyganie sporów na żywo. Dwie osoby kłócą się 20 minut o wyjątek, który dotyczy 2% przypadków, a reszta sali scrolluje telefony. Hotspot i dalej.
- Brak follow-upu. Po tygodniu nikt nie pamięta, co znaczyły karteczki. Stąd zasada 48 godzin z poprzedniej sekcji.
Checklista facylitatora (do wydrukowania)
Przed warsztatem:
- [ ] cel i poziom warsztatu (big picture / process level) zapisany w jednym zdaniu
- [ ] uczestnicy znają proces z pierwszej ręki; jest ktoś techniczny
- [ ] zarezerwowane min. 3-4 h + sala ze ścianą min. 5 m (albo szablon w Miro)
- [ ] karteczki w 5+ kolorach, flamaster dla każdego, taśma, rolka papieru
- [ ] legenda kolorów wydrukowana / wklejona na ścianę
- [ ] sponsor uprzedzony, że wyjdą hotspoty (i że to sukces, nie porażka)
W trakcie:
- [ ] otwarcie: cel, legenda kolorów, zasada czasu przeszłego, "nie ma złych karteczek"
- [ ] krzesła odstawione, wszyscy przy ścianie
- [ ] pilnujesz: czas przeszły, jedna rzecz na karteczkę, każdy spór = hotspot
- [ ] cisi uczestnicy zapytani wprost ("Aniu, u Was w księgowości to tak samo wygląda?")
- [ ] przerwa co ~75 minut
- [ ] na koniec: przejście po całej osi + zdjęcia sekcjami
Po warsztacie (48 h):
- [ ] przebieg zdigitalizowany, hotspoty z właścicielami i terminami
- [ ] wymagania / historyjki wyprowadzone z par komenda + zdarzenie
- [ ] wynik wysłany uczestnikom z pytaniem "czego brakuje?"
Event storming to jedna z tych technik, których nie nauczysz się z artykułu, nawet najlepszego. Możesz za to zrobić pierwszy warsztat w bezpiecznych warunkach: weź proces, który znasz (np. własny proces rekrutacji do zespołu albo obsługę zgłoszenia w Twojej firmie), 3-4 życzliwe osoby i godzinę. Zepsujesz kilka rzeczy z listy powyżej i dokładnie po to jest pierwszy raz.
A jeśli chcesz ćwiczyć techniki analityczne na realnych scenariuszach, z wyzwaniami, feedbackiem i portfolio zamiast samego oglądania, załóż konto na platformie Analify i sprawdź, jak wygląda nauka przez praktykę.